piątek, 6 lutego 2009

Kot do urzędu, pies do szkoły, a człowiek...

Jarosław Jędrysik

Kurz i wrzawa opadły. Batalia o kota z tyskiej biblioteki zakończyła się. Babcia Pawlakowa mogłaby teraz powiedzieć, że przeżyła cztery wojny – w tym dwie światowe i dwie o kota. Jedyna różnica byłaby taka, że futrzak ze „Samych swoich” wojny nie przeżył, a Kuba z Tychów ma się dobrze.
Marny był los Pawlaka futrzaka, choć Wicia dał za niego rower i dwa worki pszenicy. Zanim został zastrzelony (ten jeden raz Pawlakowi zamek z karabinu nie wyleciał), Kargul trzymał go uwiązanego na sznurku. Los był łaskawszy dla bohatera drugiej kociej wojny – Kubusia. Miesiąc trwała jego banicja. Z książkowych regałów filii przy ul. Batorego powędrował do domu kierowniczki.
Wprawdzie na sznurku nikt go tam nie trzymał, ale podniosło się larum. Czytelnicy i obrońcy zwierząt rozesłali wici. TVP, Polsat, Wyborcza, Echo... Jak pani dyrektor mogła wyrzucić kota? Anonimu się wystraszyła. Żadnego zagrożenia sanitarnego nie było i nie ma. Kot jest czysty i szczepiony. Co tam alergicy! Więcej im szkodzą roztocza i kurz z książek. Dyrektor taka nieczuła, nieludzka... Z listu czytelnika do mnie: „niech dyrektorka honorowo poda się do dymisji”, „czy eksmisja kota to jej największe osiągnięcie?”.
Dalej poszli ci obrońcy zwierząt, którzy skorzystali z anonimowości forum internetowego. Niektórzy pozwalali sobie nawet na chamskie wycieczki pod adresem rodziny dyrektor. Choć zarzucali jej, że nakazała usunąć kota po jednym anonimie, nie przeszkadzało im to pod osłoną anonimowości internetu rzucać kalumnie.
Po medialnej nawałnicy kot Kuba powrócił z zesłania na książkowe regały. Sam pan prezydent Tychów Andrzej Dziuba orzekł, że nie ma nic przeciwko temu. Nie ma bowiem jednoznacznych przepisów, które by tego zabraniały. Ta opinia prezydenta przeważyła o powrocie Kuby i przysporzyła mu poklasku w sieci. Czy to oznacza, że teraz koty, psy, szynszyle albo króliki będą mogły zamieszkać w innych bibliotekach, a może też w szkołach albo w samym Urzędzie Miasta? Czy jeśli zabłąka się tam jakiś mały kotek, to trafi na biurko któregoś z wydziałów ratusza? A czy pracownicy Urzędu będą mogli przyprowadzać do biur swoich pupili?
Sami daliśmy tego kota na pierwszą stronę. Tuż po świętach, Nowy Rok, taki fajny, lajtowy temat. Taki oryginalny – piękne zwierzę w dziale filozofii, kochają go czytelnicy i w jego obronie podnoszą obywatelski protest (600 podpisów). Po kilku dniach jednak zdziwiliśmy się w redakcji, że niektórzy zatracili proporcje, że poddali się medialnej papce. A przecież zawsze od zwierzęcia ważniejszy jest człowiek. Przecież dyrektorka nie usunęła kota, bo nie kocha zwierząt.
Sam szef sanepidu mówił, że nie ma jednoznacznych - podkreślam jednoznacznych przepisów - że kot nie może mieszkać w miejscu publicznym. Ale to oznacza też, że nie ma jednoznacznych przepisów mówiących, iż zwierzę może tam przebywać. Ot, polskie prawo. Mając choć cień wątpliwość jako osoba decyzyjna i odpowiedzialna za sprawy bezpieczeństwa sanitarnego dyrektorka zadziałała na korzyść człowieka. Nie bronię szefowej biblioteki, ale szukam w tym całym zamieszaniu zdrowego rozsądku. Od obrońców praw zwierząt usłyszałem, że miarą człowieczeństwa jest miłość do zwierząt. Nie. Miarą człowieczeństwa jest przede wszystkim miłość do drugiego człowieka.

Słów parę o kotach.

Grażyna Buchta

Jestem jedną z czytelniczek tej Biblioteki, które rozpoczęły batalię, czy, jak to nazwała prasa „wojnę o kota” – mieszkańca tej Biblioteki. Nie mam kota, ale los wszystkich zwierząt nie jest mi obojętny. Pomagam im w różny sposób, tak samo zresztą jak starszym ludziom. Powracając do sprawy kota Kubusia, Biblioteki i książek chciałam przypomnieć, że kot od naszych najmłodszych lat towarzyszył nam w literaturze, na przykład w bajce o „kocie w butach” , powieści „Alicja w krainie czarów”, „Myszeidzie” Krasickiego i można by długo, długo wymieniać. Z kotami nie rozstawali się Balzac, Victor Hugo, z wielkich Polaków Maria Skłodowska-Curie, Melchior Wańkowicz, Konrad Swinarski. Kot jest częstym motywem w malarstwie, towarzyszył „Madonnie z Dzieciątkiem”, w „Ostatniej Wieczerzy”, malowany jest na wielu portretach rodzinnych i obyczajowych wielkich malarzy. I tak holenderska malarka Henriette Ronner żyjąca w końcu XIX wieku zdobyła uznanie właśnie z powodu portretów kotów. Również kompozytorzy czerpią natchnienie z towarzystwa kotów, przykładem jest duet Rossiniego „Miau”, Prokofiewa bajka muzyczna „Piotruś i wilk”.
Naszą akcję powrót kota Kubusia poparł również miłośnik kotów nasz sławny kompozytor Wojciech Kilar.
Obok wielkich miłośników kotów istnieli i istnieją ich zagorzali wrogowie, że wymienię Juliusza Cezara, Mussoliniego, Hitlera, no i oczywiście autora niepodpisanego e-mailowego anonimu, który wywołał kocią wojnę.
Jarosław Iwaszkiewicz, przyjaciel zwierząt, pisał, ze długie Zycie poucza nas, jak mało jest oddanych przyjaciół na świecie. Najwierniejszych mamy wśród istot, które żyjąc krócej od nas, spędzają przelotne istnienie w promieniu naszego bytu. I sprawiają, że chociaż nie umieją mówić, tak wiele potrafią powiedzieć. Iwaszkiewicz napisał uroczy zwierzęcy wierszyk o kocie:
„Nie mam skłonności do analiz
Nie wiem, co to nacjonalizm
Nie znoszę podwórzowych klotek
Bo jestem sobie zwykły kotek
I nie wiem, co było przed początkiem
Bo Pan Bóg stworzył mnie… zwierzątkiem!”

Koty są niezwykle pięknymi zwierzętami, bez względu na rasę. Ich uroda, zwinność ruchów, gracja, z jaką się poruszają, spojrzenie, zachowanie nieco tajemnicze, niezależność i miłość, którą potrafi obdarzyć, to wszystko sprawia, że kot jest wspaniałym towarzyszem człowieka. Kto ma bliski kontakt z kotem i zaskarbił sobie jego przywiązanie, temu nie trzeba mówić, jak wspaniałe są koty. To wszystko, co napisałam, to malutka kropelka tego, co można opowiedzieć o kotach w ogóle. A nasz biblioteczny kot Kubuś jest dowodem na potwierdzenie wszystkich pochwał, jakie kiedykolwiek padły pod adresem kotów.

Kot Kubuś wróci do tyskiej biblioteki!


Prezydent Tychów nie ma nic przeciwko temu, żeby Kubuś dalej mieszkał w miejskiej bibliotece. Jest więc duża szansa, że kot wróci na swoją półkę z książkami filozoficznymi.


Dopisując zakończenie akcji prowadzonej przez czytelników tyskiej Biblioteki pragniemy opisać ją, równocześnie złożyć podziękowania ponad 600 czytelnikom, którzy podpisali się pod petycją żądającą powrotu kota, którą złożono na ręce Prezydenta Miasta, a także tym wszystkim, którzy wsparli naszą akcję. – Była wśród nich filigranowa Pani, dźwigająca na rękach wielkiego kocura, który razem z nią przyszedł podpisać petycję – jak stwierdziła on też wspiera powrót swojego kolegi. Był angielski dżentelmen, który specjalnie przyjechał do Biblioteki, aby złożyć swój podpis. Tłumacząc swoje zaangażowanie zacytował angielskie przysłowie: „Everybody who saves one cat’s life is guaranteed full nine years of luck and happiness, and everybody who hurts a cat will have nine years of bad luck” (Każdy, kto uratuje jedno kocie życie zapewnia sobie dziewięć lat szczęścia i pomyślności, a każdy, kto skrzywdzi kota będzie miał dziewięć lat nieszczęść).
Wybitny kompozytor Wojciech Kilar na łamach Gazety Wyborczej powiedział cyt. „- stosunek do zwierząt jest wyrazem naszego człowieczeństwa. Zawsze wydawało mi się, że w Bibliotece pracują ludzie o dużej wrażliwości. Sama Biblioteka to nie tylko zbiór książek, ale też miejsce związane z pewnymi wzorcami zachowań. Ja również chcę się podpisać pod petycją” – zadeklarował.
Stanęła w obronie kota Joanna Zaręba z Fundacji For Animals, podkreślając cyt. „kot bardzo przywiązuje się do miejsca, więc jeśli Kubuś spędził w Bibliotece 6 lat, bardzo trudno będzie mu się odnaleźć w innym miejscu.”
Pan Grzegorz Gołdynia, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny nie wydał zakazu, bo zgodnie z jego ustaleniami i obowiązującymi przepisami, kot może mieszkać w Bibliotece. Pan Piotr Jaworski z Zarządu Głównego Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami w Warszawie również poparł naszą akcję, jak i Inspektor Wojewódzkiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt w Częstochowie – Pan Robert Drogan, który w piśmie skierowanym do Dyrekcji Biblioteki zwrócił się z prośbą o powrót kota do Biblioteki. Wspierała naszą akcję Pani Kierownik Biblioteki z Łodzi – Jolanta Niesobska-Bira, telefonicznie zapewniając, że tak ona, jak i mieszkający w jej Bibliotece kot Misiaczek również wspiera Kubusia. Zadeklarowali swoje poparcie tyscy weterynarze, a doktor weterynarii Bogusław Grzeszczuk osobiście dopytywał się, czy jego podopieczny powrócił już do Biblioteki. Z Sosnowca przyjechała Pani adwokat Magdalena Prażmowska, wielbicielka kotów, gotowa zapisać się do Biblioteki, jeżeli nie mogłaby się podpisać pod petycją. Zaoferowała Kierownictwu Biblioteki reprezentowanie prawne kota Kubusia przed Sądem.
Telewizja Katowice Info emitowała reportaż nakręcony przez Joannę Myszor, którego fragmenty emitowała TVP1 w Teleekspresie. Pan Redaktor Jarosław Jędrysik jako pierwszy napisał reportaż o kocie, zamieszczony w Echu Tyskim. Historię Kubusia zamieszczono w odcinkach w Gazecie Wyborczej, redagowane przez Panią Annę Malinowską. Pisało o Kubusiu Metro, redaktor Grzegorz Kozioł mówił o nim w swoich reportażach w Radiu TOK FM, mówiło o nim Radio „Złote Przeboje” i Program I Polskiego Radia.
O powrocie kota Kubusia nakręciła reportaż Redaktor Małgorzata Fridrich z TV Polsat. Telewizja Katowice emitowała reportaż w Aktualnościach, w którym zamieszczono wypowiedź Rzecznika Prasowego Miasta, Pani Aleksandry Cieślik, która w imieniu Prezydenta Miasta stwierdziła, że cyt. „kot Kubuś jest naszym tyskim kotem…”.
Po otrzymaniu petycji w sprawie powrotu kota do Biblioteki z ponad 500 podpisami czytelników, których w tej chwili jest ponad 600, Pan Prezydent Miasta Andrzej Dziuba wydał decyzję zezwalającą na powrót kota do Biblioteki. Odbyło się to w obecności Telewizji Polsat i Reportera gazety Echo Tyskie.

Bohater całego medialnego zamieszania nic nie robiąc sobie z ustawionych kamer i błysku fleszy, wreszcie szczęśliwy i zadowolony, dziarsko obszedł całą Bibliotekę, sprawdzając najmniejszy nawet zakamarek, a po stwierdzeniu, że jego miseczki z jedzeniem są pełne, przywitał się z czytelnikami, po czym wskoczył na regał w dziale filozoficznym i mrucząc głośno z zadowolenia ułożył się do snu.
Mała Agnieszka, która z babcią była obecna gdy kot Kubuś powrócił do swojego domu - Biblioteki powiedziała, że kot Kubuś jest znowu szczęśliwym kotem. A on mrucząc dziękował tym wszystkim, którzy zaangażowali się w jego obronie.

wtorek, 6 stycznia 2009

Tego nie robi się kotu

Anna Malinowska, gazeta.pl zobacz artykuł »
Dyrektorka tyskiej biblioteki w oficjalnym piśmie: "Zobowiązuję do usunięcia kota z miejsca pracy w terminie trzech dni". Czytelnicy: - Ten kot musi do nas wrócić!

Bibliotekarki doskonale pamiętają. To był jeden z tych paskudnych jesiennych dni. Rok 2003. Padał deszcz i wiało, ale ruch w bibliotece był spory. Ludzie wypożyczali książki na długie wieczory. - Ktoś wam zostawił niespodziankę - stały czytelnik uśmiechał się od progu. W dłoniach trzymał trzęsącą się z zimna czarno-białą kuleczkę o ogromnych zielonych oczach i uszach jak u nietoperza. Kot! Znajda z wycieraczki. Mógł mieć najwyżej trzy miesiące.

Bibliotekarki rzuciły się na pomoc. Osuszyły zwierzaka, nakarmiły, a on zadowolony wdrapał się na kolana jednej z pań i zasnął.

Żadna nie mogła go zabrać do domu, więc wywiesiły ogłoszenie, że w bibliotece jest kotek do wzięcia. Nikt się nie zgłosił.

Postanowiły jednomyślnie: to będzie nasz biblioteczny kot. Nazwały go pieszczotliwie Kubusiem. Oczywiście dostał książeczkę zdrowia i błogosławieństwo dyrekcji Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach na pobyt w filii nr 3.

Chyba zrozumiał, na czym polega rola kota bibliotecznego, bo od razu podjął obowiązki. Spacerował z czytelnikami między półkami, ocierał się o szufladki katalogów, pozwalał się głaskać. Ale najchętniej wylegiwał się na półkach w dziale filozofii, gdzie był spokój, bo rzadko kto tam zaglądał.

To nie jest zwykła wypożyczalnia

Nawet nie wiedział, jak bardzo odmienił bibliotekę.

- O, jaki ładny kotek - witali go czytelnicy. Gdy tylko Kubuś wyczuwał, że pochwała nie jest pustym komplementem, łasił się i wskakiwał na kolana, mrucząc z zadowolenia.

- Atmosfera w naszej bibliotece wyraźnie się zmieniła. Gdy nie było z nami Kubusia, czytelnicy witali się z nami zdawkowo, wybierali książki i wychodzili. Kot sprawił, że ludzie chętniej z nami rozmawiali. Zaczynali o kocie, a kończyli na swoim życiu. Otwierali się, poznawaliśmy się.

Do biblioteki zaczęły przychodzić wycieczki przedszkolaków. Dzieci przynosiły Kubusiowi rysunki, robiły sobie z nim zdjęcia.

Kot uwiódł też starszych czytelników. Grażyna Buchta, emerytowana ekonomistka: - Byłam na zakupach, kiedy zobaczyłam, że jakiś kot drapie w drzwi biblioteki. Pomogłam mu wejść do środka. Okazało się, że tam mieszka. Porozmawiałam z bibliotekarką. Było tak przyjemnie, że poprosiłam o przepisanie mojej bibliotecznej karty z filii, do której od lat chodziłam. Teraz dojeżdżam po książki z drugiego krańca miasta.

Elżbieta Rogalska-Nocuń, gospodyni domowa: - Koleżanka zaciągnęła mnie do tej biblioteki. Mówiła, że to nie jest zwykła wypożyczalnia książek. I miała rację.

Anna Patryarcha, artysta plastyk: - Kot i książki zawsze mają się ku sobie. Nie ma chyba przyjemniejszej chwili niż usiąść w fotelu z dobrą lekturą i ukochanym zwierzakiem na kolanach. Wielu czytelników robiło właśnie tak z Kubusiem. Książki i gazety czytali na miejscu.

Idylla trwała sześć lat.

Kot wywołuje alergię

Miesiąc temu ktoś przysłał e-maila Dorocie Łukasiewicz-Zagale, dyrektorce miejskiej biblioteki. Czytelnicy są pewni, że musiała to zrobić osoba podła, podstępna i złośliwa. Tylko tak można powiedzieć o kimś, kto szkodzi kotu i nie ma odwagi przedstawić się z imienia i nazwiska.

Mail był krótki: "Informuję, że cierpię na alergię. Każde odwiedziny w bibliotece narażają mnie na pogorszenie stanu zdrowia. Jeśli kot w niej pozostanie, a moja alergia się nasili, pozwę bibliotekę do sądu i zażądam odszkodowania". I jeszcze podpis: "Czytelniczka".

Skarga podziałała. Dyrektorka napisała oficjalne pismo do bibliotekarek: "Zabraniam przebywania kota w filii nr 3 i zobowiązuję do usunięcia kota z miejsca pracy w terminie 3 dni od daty otrzymania niniejszego pisma".

Bibliotekarki próbowały bronić Kubusia. Wystarały się o opinię weterynarza. Wsparł ich też Grzegorz Gołdynia, państwowy powiatowy inspektor sanitarny w Tychach: - Nie ma jednoznacznych przepisów zabraniających trzymania zwierząt domowych w bibliotekach. Oczywiście muszę też stwierdzić, że kot może być przyczyną alergizacji, podobnie jak kurz w bibliotece.

Tyskie bibliotekarki pogrzebały w internecie i znalazły precedens - w łódzkiej bibliotece od 12 lat mieszka Misiaczek. - Kota przyniósł nam jeden z czytelników. Nigdy nie było z tym problemu. Misiaczek jest naszą chlubą, wizytówką i promotorem. Przyciągnął do biblioteki mnóstwo nowych czytelników - mówi Jolanta Niesobska-Bira, kierowniczka placówki. - Kiedyś zaginął na kilka dni, a ludzie zorganizowali akcję poszukiwawczą. Miałam ciągłe telefony z dyrekcji z pytaniem, kiedy wreszcie Misiaczka znajdziemy. Kot wrócił i wszyscy odetchnęli z ulgą. Bo my jesteśmy przecież Biblioteką z Kotem, więc trudno by nam było działać bez głównego bohatera.

I jeszcze argument literacki. W księgarniach ukazała się właśnie książka Vicki Myron pt. "Dewey. Wielki kot w małym mieście". To historia przybłędy, który zamieszkał w bibliotece miasteczka Spencer w stanie Iowa i odmienił życie mieszkańców. Jak mocno obecność zwierzęcia może oddziaływać na rzeczywistość? Czy porzucony mały kotek jest w stanie przemienić niepozorną bibliotekę w ulubione miejsce spotkań i turystyczną atrakcję? Czy może urozmaicić życie w typowym małym mieście i zasłynąć w świecie? - przeczytały bibliotekarki już we wstępie książki.

Przypomniały obowiązki Deweya - amerykańskiego kota bibliotecznego:

** Łagodzenie stresu u wszystkich istot ludzkich, które go zauważają.

** Codzienne dyżurowanie przy drzwiach i witanie każdego gościa.

** Rozładowywanie napięcia wśród pracowników za pomocą śmiesznych sztuczek.

** Darmowe promowanie biblioteki w kraju i za granicą. Pozowanie do zdjęć, uśmiechanie się do kamery oraz ogólne przymilanie.

- To samo robił Kubuś - stwierdziły. I włączyły książkę do zbioru argumentów za pozostawieniem kota w bibliotece.

Wszystko na nic. Kierowniczka filii wkrótce dostała ponaglenie z dyrekcji: "Proszę o pisemne udzielenie odpowiedzi, czy wykonała Pani moją decyzję w sprawie usunięcia kota".

Cóż było robić? Kubuś został eksmitowany.

Co ma począć kot w pustym mieszkaniu?

Łukasiewicz-Zagała, dyrektorka miejskiej biblioteki publicznej, zapewnia, że kocha zwierzęta, ale decyzję o eksmisji kota wydała nie jako osoba prywatna, ale jako pracodawca.

- Wpłynęła do nas skarga o charakterze roszczeniowym. To nic, że anonimowo. Jeśli jej autor skierowałby sprawę do sądu i wygrałaby, kto zapłaciłby odszkodowanie? Nas na to nie stać. Dlatego po konsultacjach z radcą prawnym i pracownikiem bhp nakazałam kota usunąć. Biblioteka to miejsce użyteczności publicznej! A wie pani, co ten kot tam robił? Chodził po półkach między książkami. Wlazł nawet do szopki betlejemskiej! - denerwuje się dyrektorka.

Książki o Deweyu nie czytała: - Mnie nie obowiązują przepisy amerykańskie, tylko polskie. Nigdy nie wyraziłam formalnej zgody na bytność kota. Od samego początku mówiłam, że kot nie powinien mieszkać w filii nr 3. Uważam, że zrobiono zwierzęciu wielką krzywdę, umieszczając go w bibliotece.

Na koniec oświadcza: - Moja decyzja jest nieodwołalna.

Nieodwołalna decyzja dyrekcji oburzyła czytelników filii nr 3. Na początku grudnia zaczęli zbierać podpisy pod petycją o przywrócenie kota bibliotece. Zebrali już 500 głosów poparcia i wkrótce zamierzają złożyć protest w urzędzie miasta, który zarządza miejską biblioteką publiczną. - Biblioteka jest utrzymywana z naszych podatków. Władze miasta powinny wykorzystać i promować miejsce, w którym żył Kubuś. Ten kot nikomu nie wadzi. Musi do nas wrócić! - mówią.

Aleksandra Cieślik, rzeczniczka tyskiego magistratu, nie chce komentować sprawy, dopóki do urzędu nie wpłynie petycja: - Na pewno przeanalizujemy problem.

A Kubuś? Mieszka kątem u jednej z bibliotekarek, ale tęskni za swoją półką z książkami filozoficznymi. Wcale się nie cieszy się, kiedy biorę go na ręce. - Nie chce jeść ani pić. Boję się, że to wszystko skończy się źle - mówi bibliotekarka.

I przypomina wiersz noblistki Wisławy Szymborskiej: "Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany, ocierać między meblami?". Tego nie robi się kotu.